29. stycznia 2003 r.
Zimowa wyprawa na K2 zagrożona - Gia Tortladze się zbuntował - Trzej wspinacze ze Wschodu odchodzą.
Koniec rozmów o Puszkinie

Wyprawę opuszczaja Gruzin Gia Tortladze i Uzbek Ilias Tukwatullin
Ta wiadomość była szokiem dla wszystkich. Gia Tortladze po powrocie do bazy głównej (5100 m) z odpoczynku w bazie chińskiej (3900 m) oznajmił kierownikowi ekspedycji, Krzysztofowi Wielickiemu, że opuszcza wyprawę.
Postanowił, że razem z Denisem Urubką, Wasilijem Piwcowem oraz Iliasem Tukwatullinem wraca do domu. Byłam przy tej dramatycznej rozmowie.
Gruzin Gia Tortladze, który organizował udział alpinistów ze Wschodu w ekspedycji, od początku uważał się za ich przywódcę i kierownika. Nazywali go "Kniaź". Jak twierdził, jego żona pochodzi z rodu dawnych władców Gruzji. W imieniu kolegów stwierdził, że wyprawa nie ma szans osiągnięcia celu, jest niebezpieczna i nieprofesjonalnie przygotowana. Sformułował około 20 zarzutów. Niektóre z zastrzeżeń odnosiły się do składu personalnego, inne do spraw organizacyjnych. Był oburzony na przykład tym, że poganiacze wielbłądów jedli świeże mięso, a uczestnicy wyprawy paczkowane.
Rzeczywiście, aby zaspokoić roszczenia właścicieli wielbłądów, zarżnięto barany, ale na baraninę po kilku tygodniach nikt z alpinistów nie mógł już patrzeć. Woleliśmy zabrane z Polski paczkowane domowe wyroby: bitki wołowe z cebulką, golonkę czy pieczeń wieprzową. Kolejny zarzut to niedostatek butli z tlenem. Jak widać los wyprawy zawisł na cienkim włosku, gdyż zbyt mało kiełbasy pojawiało się na stole.
Tortladze uważał, że lwią część pracy w ścianie wykonała jego grupa, a polscy alpiniści oszczędzają się i niewiele robią. Rzeczywiście Denis Urubko i Wasilij Piwcow to wspaniały zespół, któremu należy się szacunek i podziw. Ale Krzysztof Wielicki przypomniał, że nie pracuje on w próżni, lecz ma całe zaplecze tworzone przez pozostałych uczestników ekspedycji. Tortladze twierdził, że od pewnego czasu sondował polskich alpinistów i że przynajmniej połowa z nich również nie widzi sensu w kontynuowaniu wyprawy i gotowa jest wrócić do domu. Lęk przed kierownikiem nie pozwala im jednak wyrażać otwarcie swych opinii.
Sytuacja przypominała zdarzenia sprzed dwóch lat, podczas polskiej zimowej wyprawy na Makalu, kiedy to zaproszony również przez Wielickiego, Tortladze spowodował, że w pewnym momencie część polskich uczestników odmówiła dalszej wspinaczki, występując przeciw kierownikowi. Tym razem Polacy solidarnie wyrazili wolę kontynuowania wyprawy, dopóki to będzie możliwe, nawet jeśli cel coraz wyraźniej przerasta siły ludzi, przy tej pogodzie i - niestety - złych prognozach meteorologicznych.
Po oświadczeniu Tortladzego swoją postawą i odwagą zaskoczył wszystkich Kazach Denis Urubko. Blady i poważny, oświadczył, że przyszedł z wyprawą, a więc i z wyprawą powinien odejść, nie wcześniej, choćby nawet nie miała ona szans. Denis został zaatakowany przez kolegów ze Wschodu, którzy zażądali lojalności wobec siebie, a nie ekspedycji. Samotny, pozostał przy swoim stanowisku.
Gia Tortladze, jedyny alpinista, który podczas tej ekspedycji nie zdołał wspiąć się ponad obóz I (5950 m), opuścił dziś wyprawę wraz z Uzbekiem Ilisem Tukwatullinem. Partner wspinaczkowy Urubki, też Kazach Wasilij Piwcow, został jeszcze, ale po kontaktach telefonicznych z krajem, z przyczyn rodzinnych prawdopodobnie w najbliższym czasie także wróci do domu.
Dziś do obozu I doszedł z zaopatrzeniem po raz pierwszy młody zespół dotychczasowych "tragarzy", którzy kursowali z ładunkami między bazą pośrednią a główną. Bardzo szybki i silny Jacek Teler zdołał donieść ładunki do obozu I i wrócić do bazy głównej. Jacek Jawień i Bartek Duda nocują dziś w "jedynce". Mimo zadymki doszli tam szybko i sprawnie, wyraźnie zachwyceni awansem, jaki ich spotkał. Cała trójka donosić będzie zaopatrzenie do obozu I, a być może i do II. Pasowanie na dojrzałych alpinistów przyjęli z entuzjazmem.
Mnie brakować będzie rozmów przy wyprawowym stole o literaturze rosyjskiej i poezji Puszkina, specyficznego poczucia humoru alpinistów ze Wschodu. To ciekawi ludzie, których nie było nam dane lepiej poznać, z powodu nieokiełzanych ambicji.
Wiatr zerwał z masztu flagę Gruzji. Flagę Uzbekistanu, którą z takim mozołem szyliśmy tutaj naprędce z różnych kawałków materii, zdjął po odejściu kolegów Denis Urubko. Pozostały flagi Polski i Kazachstanu. Wyprawa trwa.
z bazy pod K2
Monika Rogozińska -
Rzeczpospolita