3. lutego 2003 r.
Będzie lepsza pogoda

Wspinacze przekroczyli na Filarze Północnym wysokość 7000 m. Kazach Denis Urubko pierwszy raz pracował w nowym zespole, z Piotrem Morawskim i Marcinem Kaczkanem. Jego partnerzy twierdzą, że jest nie tylko wspaniałym i doświadczonym alpinistą, ale także znakomitym kompanem w górach.
Fot. Denis Urubko
- Do II obozu szliśmy w trójkę: Marcin, Denis i ja - opowiadał po powrocie do bazy Piotr Morawski. - Denis jest bardzo szybki. Wyprzedził nas na barierze skalnej i kiedy dotarliśmy do "dwójki" urzędował tam już od godziny. Dostaliśmy nawet reprymendę, że się lenimy. Wyrzuciliśmy zawartość naszych plecaków przy platformie, którą poprzednim razem wykułem z Marcinem. Zeszliśmy do zniszczonego przez wiatr namiotu. Załadowaliśmy jego zawartość do plecaków i zanieśliśmy wszystko na platformę, gdzie rozstawiliśmy nowy namiot. Wiało porządnie. W pewnym momencie zorientowałem się, że worek z moimi rzeczami osobistymi odfrunął. Noc minęła w miarę spokojnie. Rano z Marcinem poszliśmy poręczować teren powyżej obozu II. Sypał śnieg i była mgła. Tatrzańska pogoda. Okropnie walczyłem z goglami. Bez przerwy zamarzały i przed oczyma miałem lodową nieprzejrzystą szybę. Denis umacniał w tym czasie obóz. Doniósł nam też liny. Spenetrował również wtopione w lód, zniszczone namioty starych wypraw. Dzięki temu zjadłem trzyletni baton Snickers, który popiłem równie starą kawą. Rozpięliśmy z Marcinem 300 m lin do wysokości 7025 m. Więcej lin nie mieliśmy. W sumie ponad obozem II (6780 m) jest już zaporęczowane 450 m. Choć na chwilę skończyły się lodowe ściany. Wspinaliśmy się skalnym filarem, na którym zostało dużo zniszczonych lin poręczowych. Na razie teren jest łatwy. Wiemy jednak, że z przodu znowu stanie dęba. Wieczorem Denis bardzo przejął się stanem palców moich nóg. Pojawiły się na nich ciemne plamy - przemrożenia. Prosił, żebym nie ryzykował i zszedł, tłumacząc, że pracę, którą mamy wykonać następnego dnia, mogą zrobić sami z Marcinem. Uważał, ze jeśli spędzę jeszcze jedną noc w "dwójce", to mogę się nabawić poważnych odmrożeń. Posłuchałem go, mimo ze ogólnie wspaniale się czułem. Zszedłem bez problemu do bazy. Biorę lekarstwa. Czekam, aż będę mógł znowu ruszyć do góry, mam nadzieję, że w tym samym zespole. Świetnie nam się współpracowało z Denisem - kończy swą opowieść Piotr Morawski.
W sobotę na prośbę Denisa, Jacek Teler i Michał Zieliński wynieśli tak wysoko, jak zdołali, ponad obóz I kilkaset metrów lin. Pokonali mniej więcej piątą część drogi do obozu II. Urubko wyszedł im naprzeciw, odebrał pewną ilość lin i wrócił do "dwójki", by w niedzielę wraz z Marcinem Kaczkanem rozpiąć następne 200 m na filarze. Tym razem robili to przy huraganowym wietrze. Po wykonaniu zaplanowanego zadania zeszli wieczorem do bazy, obydwaj zmęczeni, lecz w zaskakująco dobrej formie.
W obozie II są już zmiennicy: kierownik wyprawy Krzysztof Wielicki i Jacek Berbeka. W poniedziałek młodzież alpinistyczna - Jacek Jawień, Bartek Duda - oraz doświadczony Jurek Natkański mają im donieść liny. Ruch w ścianie, jak widać, jest duży, mimo niedobrej pogody. W niedzielę wieczorem wiatr uspokoił się. K2 wreszcie odsłoniło się z mgieł i chmur.
Mój komputer odebrał dobrą wiadomość z Pakistanu od naszego czarodzieja meteorologicznego Muhammata Hanifa, którego prognozy na razie są niemal bezbłędne. Przez następne cztery dni mamy mieć wreszcie dobrą pogodę. "Do przodu!" - woła Hanif. - "Powodzenia!". Będzie potrzebne. Obóz III jest niemal w zasięgu ręki.
z bazy pod K2
Monika Rogozińska -
Rzeczpospolita