15. lutego 2003 r.
Nie można na to patrzeć
Środkiem ściany K2, na granicy słońca i cienia biegnie Filar Pólnocny K2.
Fot. Monika Rogozińska
Denis Urubko i Piotr Morawski wrócili do bazy po założeniu obozu IV na wysokości 7630 m. Prognoza pogody jest straszna. Co dalej? Czy ktoś będzie w stanie zaatakować szczyt?
W tej chwili jedyną osobą, która przebywa w ścianie K2 jest kierownik wyprawy Krzysztof Wielicki. Planując atak na szczyt, zamierzał dotrzeć do obozu IV i tam spędzić noc dla aklimatyzacji. Obecnie Krzysztof ściga się z koszmarną prognozą, zapowiadającą lada moment huragan na K2 i długotrwałe załamanie pogody. Wspina się w bardzo silnym wietrze, by zabezpieczyć obozy przed zniszczeniem. Obraz, który widzieliśmy późnym piątkowym popołudniem przez lunetę był przejmujący. Kontuzja nogi kierownika wyprawy odnowiła się. Wielicki podejrzewa pęknięcie mięśnia łydki. Wspina się na stromych, twardych polach lodowych, powłócząc jedną nogą. Nie można na to patrzeć.
Urubko i Morawski spędzili na wysokości ponad 7000 m cztery noce i pięć dni. Chcieli jeszcze jeden dzień pracować, by założyć ostatnie 250 - 300 m lin poręczowych na Filarze Północnym K2, do miejsca, skąd wkracza się na wiszący lodowiec prowadzący ku szczytowi. Zła pogoda i reakcja na ten pomysł kierownika wyprawy, a także ogromne zmęczenie sprawiły jednak, że obaj zeszli do bazy. Być może ta decyzja uratowała Morawskiemu palce stóp. Zdaniem lekarza, jeśli chce je zachować, nie powinien już iść do góry.
Piotr bardzo to przeżywa. Pierwszy raz przebywał na tak dużej wysokości. Pobyt powyżej 7000 m, własna sprawność, porozumienie z partnerem, niezwykłe widoki, bliskość szczytu, zachwyciły go. Był gotów, po odpoczynku, do próby wejścia na wierzchołek, na tlenie z butli. Do bazy wrócił zdawałoby się w świetnej formie, podekscytowany tą perspektywą. Ale nazajutrz stan palców stóp i ból, sprowadziły go na ziemię. "Kawałek jednego, już czarnego palca oddałbym za K2 - powiedział Morawski. - Więcej, nie! A niestety zagrożone są wszystkie".
Filar Północny K2 nie jest popularną drogą. Ostatni raz wspinano się nim latem roku 2000. Pięć ekspedycji stanęło wówczas pod górą. Nie obyło się w tym tłoku bez konfliktów. Ekspedycja niemiecka, którą tworzyło tylko dwóch alpinistów, przybyła później i musiała zapłacić Amerykanom 3000 USD za używanie ich lin poręczowych. Jak się okazało prawdziwe niebezpieczeństwo nie czyhało na Niemców na górze, lecz dużo niżej - omal nie utonęli w wezbranych nurtach rzeki Szaksgam.
Nikt z 49 wspinaczy z różnych krajów wspomaganych przez 16 pakistańskich tragarzy wysokościowych, nie wszedł wówczas na szczyt. Wyprawy amerykańska, japońska i tajwańska dotarły na wysokość 7600 m (obecnie wg GPS - 7450 m); meksykańsko-hiszpańska osiągnęła 7800 m (GPS - 7650 m), a niemiecka 8100 m.
Obecna wyprawa jest trzynastą ekspedycją prowadzoną Filarem Północnym K2, od czasu wytyczenia tego szlaku w 1982 r. przez Japończyków. Do tej pory wspięło się nim na szczyt 26 osób. Trzy zginęły schodząc z wierzchołka. Pułapką jest spływający spod szczytu wiszący lodowiec i ogromna odległość, blisko kilometrowa, od ostatniego obozu do wierzchołka.
W roku 1994 pierwszy raz alpinistom udało się wejść na szczyt latem od dwóch stron. Od chińskiej, Północnym Filarem, wspięło się dwóch Basków: Atxo Apellanitz i Juanjo San Sebastian. Nie zdążyli wrócić do obozu. Biwakowali pod szczytem. Rankiem San Sebastiana porwała lawina. Zatrzymał się cudem 400 m niżej, na dolnym progu wiszącego lodowca. Tymczasem u wyczerpanego Apellanitza pojawiły się objawy choroby wysokościowej - obrzęku mózgu. Juanjo wrócił po kolegę i zaczął sprowadzać go na dół. Mimo pomocy, która nadeszła z dołu, po siedmiu dniach gehenny, Apellanitz zmarł w obozie II, gdzie cały zespół został zatrzymany przez nawałnicę. San Sebastian wrócił do domu, lecz za przygodę z K2 i swą dzielność zapłacił amputacją siedmiu palców rąk.
Kto będzie w stanie i odważy się teraz, w zimie, pokonać z obozu IV tę samą drogę na szczyt? W ostatnich dniach niemal wszyscy alpiniści, którzy wychodzili z bazy do góry z zamiarem wniesienia zaopatrzenia do poszczególnych obozów, zawracali. Z obozu III dzisiaj wycofali się z powodu bardzo silnego wiatru Maciej Pawlikowski i Dariusz Załuski. Do obozu II nie doszedł, obawiając się odmrożeń stóp Jacek Teler. Z drogi do obozu I zawrócili doktor Roman Mazik, lękający się odmrożenia dłoni oraz Jan Szulc. W górze został tylko Krzysztof Wielicki.
z bazy pod K2
Monika Rogozińska -
Rzeczpospolita