17. lutego 2003 r.
Załamanie pogody i huraganowy wiatr
Uciekający komputer
Wspinacze liżą rany. Część z nich kierownik wyprawy Krzysztof Wielicki odesłał niżej, do bazy chińskiej, by tam, w lepszych warunkach, odpoczywali i leczyli odmrożenia. Nie wiadomo, co pozostanie z wyprawy po przejściu nawałnicy.
Muhammad Hanif czuwa nad nami niczym dobry duch. Senior meteorologów w Pakistanie przysyła nam pocztą elektroniczną trafne prognozy pogody, opatrzone życzliwym komentarzem i radami: "Uważajcie! ukryjcie się bezpiecznie" albo "Macie teraz trzy dni dobrej pogody, do przodu!" Tym razem dwukrotnie przysyłał ostrzeżenie, apelując, by potraktować je poważnie - zbliża się huraganowy wiatr - i choć silne prądy powietrzne oraz niska temperatura są zjawiskami normalnymi zimą w Karakorum, tym razem zagrożenie jest ogromne.
Krzysztof Wielicki przyjął serio te rady. Zszedł do bazy z drugiego obozu. Postanowił też wysłać uczestników wyprawy do bazy chińskiej, leżącej o dzień drogi i ponad kilometr niżej, by odpoczęli. W bazie górnej, na wysokości 5100 m, przy temperaturze dochodzącej do minus 30 st. C, trudno bowiem regenerować siły. Każdy, kto tu przebywa, ma zagwarantowane odchudzanie, bez względu na to, ile je. Jednak kilka osób chciało lub musiało tu zostać. Opuchnięte palce odmrożonych stóp nie każdemu mieszczą się do butów. Trzeba je podleczyć, choć to trudne.
Parę dni temu dotarła tu oczekiwana pięcioosobowa grupa znajomych i przyjaciół. Przy okazji karawana wielbłądów przydźwigała zaopatrzenie dla wyprawy, przede wszystkim jedzenie. Z Kanady przybył Jacek (Jacques) Olek, honorowy zastępca kierownika obecnej ekspedycji. Przyjaźni Olka z Andrzejem Zawadą polski alpinizm zawdzięcza realizację zwycięskiej, pionierskiej zimowej wyprawy na Cho Oyu oraz pierwszą i jedyną dotąd próbę zdobycia zimą K2 od strony Pakistanu. Także tę wyprawę Zawada zaczął przygotowywać z Olkiem. Nieuleczalna choroba Zawady sprawiła, że na planowany rekonesans pod K2 od chińskiej strony, zimą 2000 roku, pojechał Jacek wraz z Dariuszem Załuskim. Należało bowiem sprawdzić, czy o tej porze roku da się tu dotrzeć i przebyć rwącą rzekę Szaksgam.
Z Polski przyjechał Robert Janik, chirurg, doświadczony ratownik, a także były naczelnik Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego, jeden z niewielu już świadków wielkich dni polskiego himalaizmu. - Jestem tu krótko i nie chciałbym demonizować sytuacji - mówi Janik - ale mam wrażenie, iż Himalaje dają nawet zimą chwilę oddechu, natomiast Karakorum wyjątkowo nie sprzyja człowiekowi.
Miał rację Muhammad Hanif, że siła wiatru będzie nietypowa nawet dla zimy. Śnieżna zamieć, zgodnie z zapowiedzią, zasłoniła nam świat. Wiatr szarpie z taką siłą namiotami, że pękają aluminiowe stelaże. Nie sposób pisać tej korespondencji. Namiot jest szczelnie zamknięty, a stolik podskakuje wraz z komputerem jak u wróżki. Nie mogę go dogonić.
Jak będą wyglądały namioty w obozach po tej nawałnicy? Czy w ogóle będą jeszcze stały na północnej ścianie K2?
z bazy pod K2
Monika Rogozińska -
Rzeczpospolita