18. lutego 2003 r.
Trzeba pomyśleć
Baza górna utonęła w zamieci śnieżnej. Zza ściany mgły wyje huraganowym wiatrem K2. Większość wspinaczy zeszła niżej, do cieplejszych warunków. Niektórzy już tu nie wrócą.
Fot. Monika Rogozińska
Widoczność jest tak ograniczona, że jeden z naszych kolegów-gości na wyprawie, wracając wieczorem z toalety, zabłądził na lodowcu. Mogła się ta komiczna przygoda zakończyć ponuro.
Większość alpinistów na apel kierownika zeszła do bazy pośredniej lub chińskiej. Chodzi nie tylko o ich wypoczynek. Baza górna zaczęła przypominać dziwne sanatorium, tłoczne od kuracjuszy, w którym jednak nie sposób się wyleczyć. Życie skupiało się przy stole. Magazyn z żywnością topniał w zastraszającym tempie. Tymczasem zachorowali dwaj Hunzowie cierpliwie i ofiarnie donoszący jedzenie i paliwo Lodowcem K2. Dr Roman Mazik zszedł do nich, do bazy pośredniej, gdzie mieszkają. Nic poważnego im nie dolega, ale ogólne wyczerpanie też im się dało we znaki.
Część uczestników wyprawy już tu nie wróci. Kiedy poprawi się pogoda, a załamanie jej ma być długie, Krzysztof Wielicki wezwie tylko tych, którym wyjście ponowne w ścianę K2 nie zagrozi amputacjami palców stóp. Przede wszystkim trzeba będzie wysłać rekonesans sprawdzający stan obozów. Jeśli przetrwają obecne wichury, to do końca lutego planowany jest atak na szczyt. Tylko dwóch alpinistów jest w tej chwili w wystarczającej kondycji, by podjąć się tego ryzyka: Denis Urubko i Marcin Kaczkan, który jednak nigdy nie stał na ośmiotysięczniku. Kierownik wyprawy uważa, że trzech - trzecim jest on sam.
Zapytałam Denisa Urubkę czy gotów jest sam spróbować wspiąć się na szczyt, skoro wie, że z IV obozu, jeśli on wciąż istnieje, ma kilometr do wierzchołka i brak czasu na powrót za dnia do namiotu. Odchodząc do bazy chińskiej na odpoczynek odpowiedział: "Daj mi kilka dni na przemyślenie tego."
z bazy pod K2
Monika Rogozińska -
Rzeczpospolita