21. lutego 2003 r.
Powrót później
Burza szaleje
Prognoza pogody jest paskudna i przewiduje wichury z niewielkimi przerwami do końca miesiąca, czyli do momentu planowanego pakowania bazy i początku powrotu do kraju.
Fot. Monika Rogozińska
Pogody kierownik wyprawy zmienić nie może, podobnie jak zrezygnować z próby zdobycia K2 po włożeniu tak wielkiej pracy w przygotowanie północnej ściany do ataku na szczyt. Może jednak opóźnić powrót ekspedycji do domu.
Dzisiaj właśnie to uczynił. Karawana wielbłądów zabierze nas z bazy chińskiej dopiero 8 marca. Potem czeka nas wędrówka przez góry, dotarcie do Kaszgaru, przejazd przez łańcuch Tien-szan do stolicy Kirgistanu - Biszkek. Stamtąd odlatujemy 18 marca, by przez Londyn dotrzeć tego samego dnia do Polski.
To dalsza przyszłość. Tymczasem przed nami wciąż stoi K2. Czeka we mgle i zadymce. Alpiniści rozpięli na północnej ścianie prawie cztery kilometry lin, rozłożyli cztery obozy zaopatrzone w śpiwory, karimaty, maszynki do gotowania, jedzenie, apteczki, sprzęt alpinistyczny. Do wysokości 7630 m droga została zabezpieczona. Zajęło im to 43 dni akcji górskiej. Potem musieli zejść do bazy i biernie czekać, aż uspokoi się rozpętane huraganowe szaleństwo. Krzysztof Wielicki uważa, że nie można odejść teraz bez sprawdzenia, czy cokolwiek pozostało z włożonej tu pracy. Alpiniści czekają niżej, w bazie chińskiej oraz pośredniej, na wezwanie kierownika do powrotu do bazy górnej i dalej - w ścianę. Wielicki jest tak zdeterminowany, by kończyć rozpoczęte dzieło, że gotów jest nawet zostać z małą grupką najsilniejszych osób, czekając tak długo, jak tylko to będzie możliwe, na sprzyjające warunki do ataku na szczyt, a potem gonić karawanę wracającą z całą ekspedycją. Na razie jednak, jak tylko siła wiatru umożliwi ponowną wspinaczkę, trzeba odpowiedzieć na pytanie: czy namioty obozów ocalały? Nie sposób przecież zaczynać wyprawy od początku.
z bazy pod K2
Monika Rogozińska -
Rzeczpospolita