24. lutego 2003 r.
Szturm trwa
Denis czeka na Marcina
W nocy wiatr zniszczył namiot-jadalnię, połamał aluminiowe maszty. Podmuchy wiatru rzucają ludźmi o ziemię. Szturm na K2 mimo to trwa.
Fot. Monika Rogozińska
K2 znowu zakryła ściana chmur. Jerzy Natkański i Jacek Jawień, którzy odkopali ze śniegu obóz I (6030 m) i spędzili w nim noc, na drugi dzień próbowali dojść do obozu II (6780 m). Zamieć, pyłowe lawinki, lecące kamienie sprawiły, że zdecydowali się zawrócić ze stromych pól lodowych prowadzących do góry. Na nic zdały się prośby przez radiotelefon Denisa Urubko, który doszedł w tym czasie z Marcinem Kaczkanem do I obozu, by wytrwali. Zeszli do bazy.
W nocy w bazie wiatr podarł namiot-jadalnię. Kierownik wyprawy Krzysztof Wielicki biegał w niedzielny ranek między namiotami, budząc kolegów, by pomogli ratować mesę. Może pewna ospałość kolegów spowodowała, że lider w walce z żywiołem poczuł się osamotniony. Odszedł w zadymkę bez pożegnania. Zdecydował się konsekwentnie realizować plan ataku na szczyt mimo wichury i zamieci. Wspinaczka na wierzchołek zajmuje pięć dni. Prognoza przewiduje wkrótce dwa dni nieco bardziej pogodne. Wielicki chce na nie trafić, będąc już wysoko. Doszedł sam do I obozu, osłoniętego od wiatru wysokim brzegiem szczeliny lodowej. "Było ciężko" - tylko tyle powiedział przez radiotelefon do bazy.
Nie cofnęli się także przed ogromnymi trudnościami Denis Urubko z Marcinem Kaczkanem. Tego samego dnia wspięli się do obozu II. "Postawiłem namiot. Jest cały, ale pusty, i miotam się w nim, żeby wiatr, który jest bardzo silny, nie porwał go razem ze mną. Czekam, aż Marcin dojdzie i pomoże mi go obciążyć" - zameldował Urubko. Poza tą trójką alpinistów nikogo na stokach K2 nie ma.
z bazy pod K2
Monika Rogozińska -
Rzeczpospolita