Minęły już prawie dwa tygodnie od mojej ostatniej korespondencji, więc pragnę nadrobić zaległości i donoszę co następuje.
Pogoda nas nie rozpieszcza i K2 pokazało co potrafi. Huraganowe wiatry i opady śniegu wygoniły na kilka dni ze ściany wszystkich wspinaczy. Sprawdziły się pakistańskie prognozy. Okazało się, że mamy do czynienia z największym od czterech lat załamaniem pogody w tym rejonie, a sam Pakistan dotknął kataklizm najgorszy od pięćdziesięciu lat. Na takie warunki nie ma mocnych.
Lider potrafi jednak z każdej sytuacji wyciągnąć korzyści. Wiedząc, że ma przed sobą kilka dni niepogody porozsyłał Membersów do niższych obozów, w celach czysto rekreacyjnych. W końcu bankiet w Bazie Chińskiej to nie tylko okazja do dotlenienia organizmu, ale także do podreperowania nadwerężonej psyche. Co było na bankiecie niech opowiedzą Membersi, bo ja niestety zostałem na posterunku w służbie TVP w Bazie Głównej.
Tutaj też było interesująco tyle, że zabawa w innym stylu. Rozrywki dostarczał Bazowiczom wiatr wiejący z prędkością 120km/h. W nocy trzymanie namiotów, a w dzień naprawianie potarganej messy. Chodzenie w seraki w celach wiadomych stało się udręką, o której każdy chciałby natychmiast zapomnieć na zawsze, a może tylko do następnego razu, o którym woli nie myśleć. Na pocieszenie zrobiło się cieplej. W nocy tylko -20 stopni, a w dzień -15.
Wszystko jednak mija. Pewnego dnia wyjrzało słońce a wiatr ucichł. Lider, przygotowany od dawna na taką okoliczność, wysyła w górę zwiad złożony z Jurka i "Dżawienia". Trzeba sprawdzić, czy obozy przeżyły te niemiłosierne wichury. Okazuje się, że Jedynka stoi, choć jest cała zasypana śniegiem. Dwie godzinki kopania i zwiad siedzi w środku. Gotują i nadają, że wszystko OK i jutro ruszają do dwójki. W tym momencie zapada decyzja. W ślad za zwiadem wyrusza dwójka Summiterów: Denis i Marcin. Prognoza mówi, że za cztery dni pogoda ma się poprawić na tyle, że można będzie zaatakować szczyt. Wyruszają w sobotę. Idę z nimi do Jedynki jako "mający nadzieję na dobre zdjęcia" operator i tragarz jednocześnie.
Pogoda znowu nas nie rozpieszcza. Silny wiatr, mgła i zadymka. We tej mgle rozwiewają się moje nadzieje. Robię co mogę, filmuję odmrażając palce, choć nic nie widać przez zalepiony śniegiem obiektyw. Zamiast "dobrych" będę miął może "ekstremalne" ujęcia. Co za pech. Pniemy się mozolnie po poręczach. Summiterzy wyprzedzili mnie o dobre dwie godziny. Mieli, dranie, czekać na mnie bym mógł nakręcić dużo "dobrych" ujęć ale gdzie tam. Zresztą nie ma się co dziwić. W taką pogodę każdy chce jak najszybciej do namiotu. Albo do domu.
W połowie lodowej ściany pod Jedynką spotykam zwiadowców. Nie puściło ich do Dwójki. Wiatr zwiał ich z trzeciego pola. Zostawili depozyt i wracają do Bazy. Dochodzę do Jedynki. Summiterzy siedzą w namiocie, zadowoleni, napojeni i uśmiechnięci. Częstują mnie gorącym mlekiem. Nie cierpię gorącego mleka. Ale co robić, lepsze to niż nic. Pakuję się do środka. Po kilkudziesięciu minutach robi się ciepło i całkiem przyjemnie. Mleka więcej nie było, bo przyniosłem herbatkę. Bardzo lubię
herbatkę. Do tego kiełbasa w żurku, suszone mięso prosto z Kanady, a na deser czekolada. I jeszcze herbatka.
Po dwugodzinnym rozmrażaniu kamery daje się nawet coś nakręcić. Summiterzy są pełni optymizmu. Lawiny na łeb spadajut, wiater silnyj, nu, wsio normano, do czwartowo lagiera dojdjom, a potom uwidim - mówi uśmiechnięty Denis. Jak wsio normalno to normalno. Kładziemy się spać.
W nocy też było wsio normalno czyli tzw. pociągi towarowe jeździły nad naszymi głowami. Wiatr wydawał
przedziwne dźwięki - od rzeczonego pociągu towarowego po przelatujące w szyku bojowym F-16. Nie wyspałem się tej nocy. Wsio normalno. No i znowu zasypało namiot. Rano, po śniadanku - kluski i mięso - Summiterzy w dobrych humorach wpięli się w poręcze i pomknęli do Dwójki. Powrót do Bazy dłużył mi się niemiłosiernie. Wiatr robił psikusy. Klepiąc znienacka w plecy wywracał mnie po lodowcu. Siekał po oczach lodową kaszą. Odmrażał policzki zawiewając z boku. Ale w końcu dolazłem. Wsio normalno.
A dziś, tj. w poniedziałek, sytuacja jest następująca. Summiterzy siedzą w Trójce i jutro ruszają do
Czwórki. W Dwójce śpi Lider, by jutro dotrzeć do Trójki. W Jedynce Maciek i Darek zbierają siły przed
jutrzejszą drogą do Dwójki. Jutro rano wychodzą, także z Bazy, Bartek i Jacek Teler, by donieść do Jedynki tlen, paliwo i jedzenie. Pojutrze pewnie przyjdzie kolej na Jurka i na mnie. Pogoda ma się poprawić. ATAK TRWA. NU WSIO NORMALNO.