25. lutego 2003 r.
Atak na szczyt
W środę albo nigdy
Alpiniści wspinają się coraz wyżej w zadymce. Jeżeli warunki atmosferyczne, a przede wszystkim wiatr, pozwolą, to w środę, spróbują wejść na szczyt K2.
Denis Urubko i Marcin Kaczkan doszli w poniedziałek w silnym wietrze i zadymce do obozu III (7150 m). Rosyjski namiot przetrwał huragan w dobrym stanie. Był jednak pełen śniegu. Urubko, który jest człowiekiem pogodnym, z furią mówił przez radiotelefon, co myśli o kolegach nie zamykających drzwi po wyjściu z namiotu. Zamiast gotować jedzenie, grzać się i odpoczywać, musiał doprowadzać namiot do porządku. "Jest okropnie zimno" - zameldował Denis, który nie zwykł się skarżyć. Marcin Kaczkan doszedł do niego półtorej godziny później. Na następny dzień planują wspinaczkę do obozu IV (7630 m).
Kierownik wyprawy Krzysztof Wielicki jest o dzień drogi za nimi i dotarł do obozu II (6780 m). We wtorek zamierza skrócić ten dystans i minąwszy obóz III, spotkać się z kolegami w "czwórce". Prognoza pogody zapowiada w miarę pogodną środę, niestety będzie wiał wiatr. W czwartek znowu będą chmury i wichura. Jeżeli ta prognoza potwierdzi się, środa będzie jedynym dniem na próbę wejścia na szczyt. Ważne będzie nie tyle bezchmurne niebo, ile siła wiatru.
Do IV obozu alpiniści korzystają z lin poręczowych. Na ostatnim kilometrze nie ma już tej asekuracji. Latem 1995 r. podczas zejścia ze szczytu wiatr zdmuchnął ze ściany sześcioro alpinistów wspinających się od strony Pakistanu. Krzysztof Wielicki i Denis Urubko zdają się mieć wystarczająco dużo doświadczenia, by ocenić swoje szanse i podjąć właściwe decyzje.
- Wóz albo przewóz, i do domu - tak skwitował strategię szturmu na szczyt lekarz wyprawy Roman Mazik.
z bazy pod K2
Monika Rogozińska -
Rzeczpospolita